Długa droga do zrozumienia okresu okołomenopauzalnego i zdrowia kobiet

15

2024 Zmapowaliśmy ludzki genom, wysłaliśmy łaziki na Marsa i stworzyliśmy leki na choroby, które w ciągu zaledwie kilku dni zabiłyby naszych dziadków. Kiedy jednak kobieta przychodzi do kliniki i narzeka na uderzenia gorąca, zamglenie mózgu lub kołatanie serca w okresie menopauzy, często uderza w ścianę.

Rozbieżność pomiędzy obecnymi możliwościami a realną pomocą jest ogromna.

Doktor Elizabeth Komen, onkolog medyczny na Uniwersytecie Nowojorskim w Langone, wskazuje na pierwotną przyczynę, która nie ma podłoża medycznego, ale kulturowego: „Medycyna często odzwierciedla to, co dzieje się w społeczeństwie” – mówi. Przez wieki kobiety były pozbawione wolnej woli. Ich ciała nie należały do ​​nich. Ta dynamika mocy nie zniknęła bez śladu; skrystalizowała się w praktyce lekarskiej.

Obecnie prawie połowa Amerykanów szuka porad zdrowotnych w mediach społecznościowych, ponieważ tradycyjny system opieki zdrowotnej przestał ich słuchać. Ta luka jest niebezpieczna. Zaobserwowaliśmy wzrost liczby chorób serca u kobiet, powszechną nieufność do antykoncepcji i zalew niezweryfikowanych influencerów sprzedających rażące śmieci zdesperowanym pacjentom.

Ale jak znaleźliśmy się w tej sytuacji? I czego tak naprawdę potrzeba, aby naprawić system opieki zdrowotnej, który przez 200 lat ignorował połowę populacji?

Kiedy kobiety nazywano „małymi mężczyznami”

Aby zrozumieć obecny kryzys w okresie okołomenopauzalnym i zdrowiu kobiet, musimy spojrzeć na historię. Do XX wieku takie nowoczesne specjalizacje jak kardiologia czy gastroenterologia po prostu nie istniały w naszym współczesnym rozumieniu. Kanonizowana teoria zachodniej medycyny była zdominowana przez ideę okrutną w swojej prostocie. W najlepszym wypadku kobiety uważano za „małych mężczyzn”. W najgorszym – odchylenia patologiczne.

Jeśli kobieta skarżyła się na niepokój, zmęczenie lub ból, często diagnozowano u niej histerię.

Idea nauk medycznych zaczęła dominować pod koniec XVIII wieku, wypierając położne i uzdrowiciele, którzy od wieków troszczyli się o zdrowie kobiet.

Kobiet nie traktowano poważnie, gdyż profesjonaliści, którzy rzeczywiście troszczyli się o kobiece ciała (położne, tradycyjni uzdrowiciele) byli systematycznie wykluczani z medycyny formalnej. Do czasu, gdy nauka została ściśle skodyfikowana, pozostawała pod wpływem perspektyw, które postrzegały biologię kobiety jako odchylenie od męskiej normy, a nie jako odrębne, równe doświadczenie.

To wykluczenie oznaczało, że przez wieki schorzenia specyficzne dla kobiet były albo ignorowane, albo błędnie diagnozowane.

Perimenopauza: spóźniony gość w rozmowie

Termin „okołomenopauza” jest stosunkowo nowy w słowniku publicznym. To nie stało się z dnia na dzień. Przyszło to wraz z naszą świadomością roli hormonów.

Do XIX wieku pojęcia estrogenu, progesteronu i testosteronu po prostu nie istniały. Naukowcy nie rozumieli jeszcze, że ci chemiczni posłańcy podróżują po organizmie, regulując jego funkcje. Bez takiego słownictwa biologicznego nie byłoby możliwe opisanie fazy przejściowej przed menopauzą.

Nawet gdy w drugiej połowie XX wieku hormonalna terapia zastępcza (HTZ) stała się powszechna, dyskurs na jej temat był głęboko obraźliwy. Roger Wilson, wybitny lekarz żyjący w latach 60. XX wieku, w swojej książce Feminine Forever nazwał kobiety przechodzące menopauzę „jałowymi krowami”. Jego wsparcie dla HTZ miało na celu mniej dobro pacjentów, a bardziej zachowanie pewnego, wąskiego standardu kobiecości.

Nauka była prymitywna. Nastawienie jest jeszcze gorsze.

Problem myszy i wyjątkowa nauka

Nieufność, jaką wiele kobiet darzą dziś lekarzy, nie jest bezpodstawna. Działa w oparciu o dane. Przez dziesięciolecia badania kliniczne wykluczały kobiety.

Narodowy Instytut Zdrowia Stanów Zjednoczonych (NIH) nakazał włączenie kobiet do badań klinicznych dopiero w 1993 r. Do tego czasu rozwój leków przebiegał przewidywalną ścieżką: testy na zwierzętach, testy na mężczyznach, zakładając, że kobiety zareagują w ten sam sposób.

Dane potwierdzają te obawy. Modele zwierzęce, zwłaszcza myszy, nie są neutralne pod względem płci. Do 2016 r. badacze nie musieli nawet podawać płci myszy, z których korzystali. Często kobiety całkowicie wykluczano z badań nad opracowywaniem leków, ponieważ naukowcy obawiali się wahań hormonalnych, które mogłyby skomplikować dane.

W ten sposób lek można określić jako „bezpieczny i skuteczny” na podstawie męskiej fizjologii, a następnie przepisać go milionom kobiet z nieznanymi skutkami ubocznymi. To nie było tylko zaniedbanie; była to wada konstrukcyjna.

Marketing strachu i fałszywe leki

Ta historia wykluczenia stworzyła próżnię. Kobiety przychodziły do ​​lekarzy, ale ich nie słuchano. Potem szukali pomocy gdzie indziej.

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych firmy farmaceutyczne wypełniły tę próżnię lekami przeciwlękowymi. Reklama skierowana była do kobiet, które nie potrafiły „prowadzić domu”. Przesłanie było jasne: weź środek uspokajający, aby służyć swojemu mężowi.

Dziś dynamika jest podobna, ale w formacie cyfrowym. Kobiety marnują miliardy na „fałszywe suplementy” i niepotwierdzone metody leczenia, ponieważ system opieki zdrowotnej nie oferuje im nic więcej.

Kobiety wydają miliardy dolarów na wątpliwe suplementy, ponieważ czują się niewysłuchane przez lekarza. Co wypełnia tę pustkę? Influencerzy promujący produkty bez potwierdzonej skuteczności.

Wahadło hormonalnej terapii zastępczej kołysało się niezwykle mocno. W latach 70. motto brzmiało: „Każda kobieta tego potrzebuje”. Następnie opublikowano Inicjatywę na rzecz Zdrowia Kobiet, która ujawniła ryzyko zachorowania na raka piersi. Media zaczęły panikować. Kobiety z przerażeniem rezygnują z HTZ, nie mając alternatywy.

Teraz rozmowa stała się bardziej szczegółowa. Lepiej rozumiemy ryzyko i korzyści. Ale zaufanie nadal jest nadszarpnięte.

Wpływ Instagrama na zdrowie

Dr Komen opisuje rosnącą obawę przed poradami zdrowotnymi w mediach społecznościowych.

Internet jest pełen fałszywych obrazów i niezweryfikowanych „ekspertów”. Ludzie myślą życzeniowo. Sprzedają rozwiązania złożonych i wieloaspektowych problemów.

Czy różni się to od prześladowań położnych w XIX wieku?

Częściowo tak. Źródło władzy przesunęło się z patriarchalnego systemu medycznego na algorytmiczne wpływowe osoby. Ale rezultat jest ten sam: kobiety wydają pieniądze na produkty z przesadnymi obietnicami, podczas gdy ich prawdziwe potrzeby fizjologiczne są ignorowane.

Sianie strachu wymknęło się spod kontroli. Odsuwa pacjentów od legalnej opieki w ramiona oszustów nastawionych na zysk.

Przywracanie zaufania w rozdrobnionym systemie

Jak to naprawić? Jak kobiety mogą ponownie zaufać lekarzom?

Dr Komen jest szczery: Nie możemy po prostu winić pacjentów za zwracanie się o poradę na Instagramie. Sami doprowadziliśmy system do tego stanu.

Współczesny system opieki zdrowotnej jest rozdrobniony. Lekarze dają pacjentom tylko kilka minut. Nie mają czasu na bycie „obecnym” przy kobiecie opisującej od lat drobne, zmieniające się objawy. Medycyna zredukowała ludzkie ciała do biologii, ignorując czynnik ludzki.

Zaufanie buduje się z czasem. Poprzez słuchanie. Poprzez uznanie realności kobiecych doświadczeń.

Mimo wszystkich dostępnych technologii medycyna zasadniczo (w swej istocie) polega na trosce o człowieka ze strony drugiego człowieka.

Potrzebujemy systemu, który inwestuje w długie, żmudne i wysokiej jakości badania naukowe, a nie w szybkie rozwiązania i marketing wpływowy. Potrzebujemy lekarzy, którzy traktują pacjentów jak ludzi, a nie tylko zbiór narządów.

Wreszcie trwa rozmowa o okresie okołomenopauzalnym. To jest postęp. Jednak dopóki system nie dogoni nauki i kultury pacjentów, kobiety będą nadal poruszać się po środowisku opieki zdrowotnej, które wydaje się zaprojektowane przez ludzi, którzy nigdy nie doświadczyli ani jednego przypływu.

I tę lukę nadal trzeba wypełnić.