Kongres pod zwiększoną presją w związku z polityką zagraniczną Trumpa

6

Od Wenezueli po Grenlandię agresywna polityka zagraniczna administracji Trumpa stawia Kongres w obliczu konieczności sprawdzenia władzy prezydenta. Podczas gdy poprzednie administracje również przesuwały granice konstytucyjne, gotowość Trumpa do otwartego omawiania interwencji wojskowych, a nawet „zakupu” suwerennych państw, zwiększa napięcie na Kapitolu.

Precedens w Wenezueli i odpowiedź Kongresu

Sytuacja w Wenezueli, gdzie Stany Zjednoczone otwarcie wspierały zmianę reżimu, stworzyła niepokojący precedens. Chociaż administracja działała bez formalnej zgody Kongresu, niepowodzenie uchwały dotyczącej sił wojennych doprowadziło do ucieczki pięciu Republikanów z Białego Domu, sygnalizując rosnące niepokoje w Partii Republikańskiej. Administracja zareagowała natychmiast, publicznie ośmieszając sprzeciwiających się senatorów.

Za kulisami takie postacie jak sekretarz Rubio odegrały kluczową rolę w łagodzeniu skutków, zapewniając wahających się Republikanów, że wojska amerykańskie nie zostaną rozmieszczone. Odcinek pokazał, jak Trump wywiera presję na sojuszników, aby się zastosowali, i jak niektórzy zaczynają walczyć.

Grenlandia: nowy punkt napięcia

Jeszcze większe zaniepokojenie wzbudziła obsesja prezydenta na punkcie Grenlandii, członka NATO. W przeciwieństwie do Wenezueli, gdzie interwencja została przedstawiona przynajmniej w kontekście regionalnym, pomysł zdobycia Grenlandii siłą lub zakupu budzi alarm zarówno wśród Demokratów, jak i Republikanów.

Czołowi przedstawiciele Partii Republikańskiej, w tym marszałek Izby i przewodniczący Senackiej Komisji ds. Sił Zbrojnych, publicznie sprzeciwiali się akcjom wojskowym lub przymusowym zakupom. Prywatnie wielu Republikanów ma nadzieję, że Trump porzuci ten pomysł w obawie przed dalszym pogorszeniem wiarygodności USA.

Erozja uprawnień Kongresu

Obecny kryzys nie jest niczym nowym. Przez dziesięciolecia Kongres stopniowo zrzekał się swoich uprawnień w czasie wojny. Od interwencji Obamy w Libii i Pakistanie po agresywne działania Trumpa władza ustawodawcza w coraz większym stopniu ustępuje miejsca władzy wykonawczej.

Prawdziwym pytaniem nie jest teraz, czy Kongres może podjąć działania, ale co ostatecznie zmusi go do wyznaczenia zdecydowanej linii. Epizody Wenezueli i Grenlandii to tylko najnowsze symptomy głębszego problemu instytucjonalnego: postępującej erozji nadzoru Kongresu nad polityką zagraniczną.

Tu już nie chodzi o przynależność partyjną; chodzi o ochronę instytucji Kongresu i przywrócenie mu konstytucyjnej roli w decydowaniu o wojnie i pokoju.

Jeśli Republikanie w Kongresie nie podejmą zdecydowanych działań, istnieje ryzyko, że zostaną uznani za współwinnych niebezpiecznego rozszerzenia władzy prezydenckiej, co może mieć długoterminowe konsekwencje dla polityki zagranicznej USA.