Jak syndykaty gazet zmieniły dystrybucję mediów i treści

28

Konsorcjum prasowe jest zasadniczo pośrednikiem. Kupuje lub zleca teksty i ilustracje, a następnie sprzedaje je gazetom i innym platformom medialnym. To nie jest dziennikarstwo reportażowe. Nie znajdziesz tutaj pilnych nagłówków. Zamiast tego oferowane są felietony, rysunki, porady i powieści w odcinkach. Cel jest prosty: rozłożyć koszty tworzenia drogich treści na jak największą liczbę subskrybentów.

Serwisy informacyjne, takie jak Associated Press (AP), działają inaczej. Sprzedają swoje reportaże każdej gazecie w regionie. Syndykaty są bardziej ekskluzywne. Często przyznają prawa jednemu abonentowi na terytorium. Ta wyłączność może stanowić wartość dodaną zarówno dla twórcy treści, jak i wydawcy.

Ekonomia udostępniania treści

Po co gazetom syndykaty? Gazety wiejskie i małe miasteczka stoją przed ciągłym wyzwaniem. Potrzebują materiału, aby konkurować z dziennikami wielkomiejskimi. Nie mają środków, aby do każdej strony zatrudniać najwyższej klasy dziennikarzy i artystów. Syndykaty rozwiązują ten problem poprzez agregację treści. Ta sama historia kosztuje ułamek tego, co kosztowałaby, gdyby gazeta opublikowała ją samodzielnie.

Model ten powstał w Stanach Zjednoczonych po wojnie secesyjnej. Ale nie zaczęło się to w 1865 r. Niektóre materiały zaczęły krążyć już w 1768 r. Journal of Occurrences, rozpowszechniany przez bostońskich patriotów, dowodzi, że koncepcja ta wyprzedzała o sto lat współczesne struktury medialne.

W 1865 r. funkcjonowały już trzy syndykaty. Dostarczyli różnorodne wiadomości i opowiadania. Rynek pilnie potrzebował takich treści. Małe gazety walczyły o utrzymanie aktualności w obliczu rosnącej siły publikacji metropolitalnych.

Od literatury do śmiechu

Na początku syndykaty skupiały się na materiale literackim. Wyobraź sobie taką sytuację: w 1870 roku angielska firma Tillotson & Son zaczęła dostarczać brytyjskie gazety beletrystykę serializowaną. Po drugiej stronie Atlantyku Henry Willard, reporter AP, założył w 1881 roku własne konsorcjum w Waszyngtonie. Przesłał materiały do ​​„Cincinnati Commercial”, „Chicago Tribune” i „New York Herald”.

Charles A. Dana z New York Sun utworzył syndykat około 1884 roku. Sprzedawał opowiadania Breta Harte’a i Henry’ego Jamesa. Samuel S. McClure uruchomił podobny projekt w tym samym roku. McClure otrzymał prawa do opowiadań Rudyarda Kiplinga. Przedstawił także amerykańskiej publiczności Sir Arthura Conana Doyle’a.

Potem nastąpiła zmiana. Charakter działalności zmienił się w 1896 roku. Główne niedzielne gazety Nowego Jorku zaczęły publikować strony z komiksami. W 1907 roku w publikacjach codziennych ukazały się komiksy. To nie był tylko trend. Dzięki niej biznes stał się znacznie bardziej dochodowy.

Globalny rozwój komiksu

Komiksy rozpowszechniano w formie matryc. Pozwoliło to na jednoczesną publikację w kilku gazetach. Komiksy pierwotnie miały być zabawne. „Komiks” w pełnym tego słowa znaczeniu. Ale format ewoluował. Wiele komiksów stało się ciągłymi historiami pozbawionymi humoru. Stały się telenowelami atramentowymi.

Weź „Mutta i Jeffa” Buda Fishera. Kiedy po raz pierwszy została zakupiona i opublikowana w Anglii w 1920 roku, brytyjscy czytelnicy potraktowali ją z kpiną. Nie zrozumieli humoru. Jednak komiks odniósł sukces. Ostatecznie brytyjscy redaktorzy zaczęli tworzyć własne komiksy, konkurując z produktami amerykańskimi.

Pod koniec lat pięćdziesiątych amerykańskie komiksy tłumaczono na kilka języków. Sprzedawano je na całym świecie. Model syndykatu przekształcił się w globalną machinę eksportową.

Nowoczesna dystrybucja i produkcja krajowa

Dziś wielu pisarzy, fotografów i grafików bezpośrednio rozpowszechnia swoje materiały. Nie potrzebują pośrednika do wszystkiego. Niektóre dobrze wyposażone gazety same rozpowszechniają swoje artykuły. Dotyczy to nie tylko treści rozrywkowych, ale także aktualności.

New York Times jest tego doskonałym przykładem. Posiada znaczne zasoby w każdym newsroomie. Może sobie pozwolić na tworzenie treści wysokiej jakości, których inne gazety nie są w stanie powtórzyć. Zlikwidowany „Chicago Daily News” był znany z relacjonowania wiadomości zagranicznych. Rozesłała te treści do gazet spoza swojej społeczności.

Czasami gazety działają wspólnie jako konsorcjum. Przykładem jest syndykat Los Angeles TimesWashington Post. Łączą zasoby, aby udostępniać treści. Zmniejsza to koszty i rozszerza zasięg.

Dlaczego jest to teraz ważne

Możesz pomyśleć, że syndykaty to już przeszłość. To jest błędne. Logika pozostaje taka sama. Tworzenie treści jest drogie. Dystrybucja jest fragmentaryczna. Mediatorzy pomagają wypełnić lukę.

Media cyfrowe zmieniły krajobraz. Ale główny problem pozostaje. Mali wydawcy potrzebują treści. Duzi wydawcy mają dostęp do nadwyżek mocy produkcyjnych. Łączy ich syndykacja.

Pomyśl o swoich nawykach czytelniczych. Z iloma felietonami, sekcjami z poradami lub komiksami spotykasz się, których nie napisałeś ani nie narysowałeś? Prawdopodobnie korzystasz z treści syndykowanych. Kształtuje Twoje spojrzenie na świat. Zapewnia różnorodność. Wypełnia przestrzeń.

Mechanika przeniosła się z arkuszy matrycowych na wątki cyfrowe. Ale zachęta ekonomiczna jest identyczna: rozłożyć koszty. Maksymalizuj swój zasięg. Zapewnij przetrwanie biznesu.

Nie chodzi tylko o stare gazety. Chodzi o sposób rozprzestrzeniania się informacji. Jak twórcy zarabiają. Jak czytelnicy odbierają treści. Model syndykatu został dostosowany. Przeżyła. To nadal wpływa na to, co czytasz każdego dnia.

Co się stanie, gdy znikną pośrednicy? Pojawiają się algorytmy. Celem staje się bezpośrednie połączenie twórcy z konsumentem. Jednak na razie infrastruktura do udostępniania treści pozostaje kluczowa. Wspiera ekosystem. Pozwala usłyszeć drobne głosy. Dzięki temu historia opowiedziana w jednym miejscu może dotrzeć do milionów ludzi w innym.

Ten system nie jest doskonały. Wyłączność może ograniczyć dostęp. Koszty mogą być wysokie. Ale bez tego wielu gazetom byłoby trudno przetrwać. Treści, które dzisiaj lubisz, istnieją, ponieważ ktoś dawno temu znalazł sposób na podzielenie się kosztami.